Ewa Miszczyk-Wróbel

radca prawny

Od wielu lat z sukcesem pomagam deweloperom oraz wykonawcom zakładać spółki budowlane, a następnie prowadzić je w sposób bezpieczny, osiągając sukcesy w branży budowlanej...
[Więcej >>>]

Sklep

Od dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem poruszenia tego tematu. Błędy projektowe to bardzo poważny problem. Mogą zagrażać powodzeniu całej inwestycji budowlanej. Sukcesem jest ich jak najwcześniejsze wyłapanie i wdrożenie postępowania naprawczego.

Najgorsze, co się może bowiem wydarzyć, to katastrofa budowlana spowodowana takimi błędami.

Kiedy błędy są rozpoznane i naprawione pada zwykle fundamentalne pytanie – jaką odpowiedzialność ponosi projektant?

Uwaga – ten artykuł zamiast czytać możesz posłuchać poniżej. 

 

Do odpowiedzialności projektanta za wady projektu budowlanego zastosowanie mają przepisy kodeksu cywilnego dotyczące rękojmi za wady dzieła (art. 638 w zw. z art. 566 KC). Takie zapisy faktycznie spotykam w umowach. Często też dodawane są zapisy, na mocy których projektanci udzielają gwarancji na wykonane prace projektowe.

Pamiętajcie jednak, aby opisując zakres odpowiedzialności z rękojmi czy gwarancji, nie robić w umowach radosnej twórczości. Zawsze sięgajcie do sprawdzonych mechanizmów prawa cywilnego 🙂

Niestety w praktyce bardzo często pomijana jest też kwestia odpowiedzialności projektanta za wady robót budowlanych wykonanych na podstawie wadliwej dokumentacji projektowej.

Czytaj dalej

Kolejna umowa o roboty budowlane i te same zapisy. Przed każdorazowym wejściem na teren budowy wykonawca może poddać pracowników podwykonawcy prewencyjnemu badaniu na obecność alkoholu.

Zapisy w tzw. OWU i „nie do ruszenia”, jak przekonuje miła pani po drugiej stronie słuchawki.  Zostają więc nieruszone, podwykonawca nie chce przecież robić wrażenia nieczułego na kwestie bezpieczeństwa na budowie.

W zasadzie przecież logiczne jest, aby na budowę mogli wejść tylko ci pracownicy, którzy poprzedniego wieczoru nie spędzili u cioci na zakrapianych imieninach. Nie ma ważniejszej rzeczy niż BHP…no może poza terminem realizacji 🙂

Ale czy takie praktyki są legalne?

***

Uwaga: Postu Z alkomatem na budowie – rozwiązanie (nie)dozwolone możesz posłuchać, jeśli nie masz czasu na czytanie. Zajrzyj też do innych odcinków podcastu Spółka Budowlana!

***

Stanowisko UODO

Słyszy się dzisiaj wiele o tym, że RODO „zabroniło” prewencyjnych badań alkomatem, nawet za zgodą pracowników. Jak się jednak przyjrzeć bliżej sprawie wychodzi na to, że nie tyle zabroniło, co po prostu nie dało podstawy ku temu.

Zgodnie z przepisami prawa zasady badania trzeźwości pracownika określa art. 17 ustawy z 26.10.1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Aby sprawdzać stan trzeźwości pracownika konieczne jest spełnienie dwóch warunków, mianowicie:

1. musi zajść uzasadnione podejrzenie, że pracownik jest pod wypływem alkoholu, zaś badanie odbywa się na żądanie kierownika zakładu pracy;

2. badanie przeprowadza uprawniony organ powołany do ochrony porządku publicznego (np. policja), zaś zabiegu pobrania krwi dokonuje osoba posiadająca odpowiednie kwalifikacje zawodowe, co ma zapewnić wiarygodność wyniku badania.

W zasadzie te przepisy obowiązują już z 40 lat w podobnym brzmieniu ? Ale dotąd przyjmowaliśmy, że jakby „mniej obowiązywały” niż po wejściu w życie RODO.

Zgodnie z formalnym stanowiskiem UODO opublikowanym tutaj kierownik zakładu pracy ma obowiązek niedopuszczenia do pracy pracownika, co do którego zachodzi uzasadnione podejrzenie, iż stawił się do pracy stanie „po użyciu alkoholu”.  Zdaniem UODO nie można traktować badania stanu trzeźwości pracowników ani jako formy monitorowania pracy, o której mowa w art. 22 (3) § 4 k.p., ani jako działania niezbędnego dla zapewnienia ogółowi pracowników bezpiecznych lub higienicznych warunków pracy, ani też jako usprawiedliwionego ze względu na uzasadniony interes pracodawcy.

Z powyższego jasno wynika, że tzw. prewencyjne badanie alkomatem wszystkich lub wybranych osób nie mieści się w powyższe ramy prawne. A jeszcze kilka lat temu nikt się takiemu badaniu nie dziwił, przynajmniej publicznie.

Wątpliwości prawników

Uwielbiam internetowe dyskusje. Naprawdę. Można się wiele nauczyć, a przynajmniej doświadczyć tego, jak wspaniale widzą świat inni. Piszę o tym w tym miejscu, zamierzam bowiem zachęcić was do zapoznania się z wypowiedzią na ten temat dr Pawła Litwińskiego. Zamieszczona została w serwisie LinkedIn – znajdziecie ją tutaj. Zainspirował się on z kolei wypowiedzią prof. A. Sobczyka o dopuszczalności kontroli prewencyjnej opublikowaną w tym miejscu.

 „Z powyższego wynika, że pracodawca, który uzna, że nie da się realnie zapewnić efektywnego bezpieczeństwa dla życia i zdrowia pracowników bez kontroli stanu trzeźwości lub nie da się zapewnić bezpieczeństwa ekologicznego (przeciwdziałać katastrofom spowodowanym czynnikiem ludzkim), ma obowiązek, podkreślam – obowiązek – wprowadzenia kontroli prewencyjnej.” – prof. A. Sobczyk.

Podsumowując, po pierwsze bezpieczeństwo na budowie to priorytet. Ja bym się nawet pokusiła o stwierdzenie, że ważniejszy niż RODO. Po drugie zaś, nie zwalajmy wszystkiego na RODO.

I tym doniosłym akcentem zakończmy ten temat ? Przynajmniej na razie.

***

PS. Mojego podcastu możesz też słuchać na YouTube:

Dzisiaj znów będzie krótko. Kto jest w potrzebie, ten nie ma czasu czytać długich wywodów, prawda? Przy okazji badania pewnej sprawy dla klienta natknęłam się na temat, który od dawna był dla mnie oczywisty. Jak się jednak okazuje, dla wykonawców czy podwykonawców taki nie jest.

Dlatego w tym miejscu krótko przypominam.

Polskie orzecznictwo akceptuje pogląd, iż niedopuszczalne jest uzależnienie zapłaty wynagrodzenia na rzecz jednego podmiotu od zachowania drugiego podmiotu. W przypadku sporu sądowego takie postanowienie umowy o roboty budowlanej może zostać uznane za nieważne (art. 58 § 3 w zw. z art. 3531 k.c.).

UWAGA! Ten artykuł możesz również przesłuchać niżej w podcaście:

Co może zrobić podwykonawca?

Podwykonawco, jeśli więc w trakcie negocjacji zapisów umowy o roboty budowlane napotkasz na takie uzależnienie, możesz śmiało protestować.

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Lublinie z dnia 22.10.2014 r. sygn. akt I ACa 580/14

„Zawarte w umowie o dzieło postanowienie uzależniające termin zapłaty wynagrodzenia wykonawcy przez zamawiającego od uzyskania przez niego wynagrodzenia od inwestora, jest na podstawie art. 58 § 3 k.c. w zw. z art. 353 k.c. bezwzględnie nieważne. Uzależnianie zapłaty wynagrodzenia przez zamawiającego od zachowania osoby trzeciej jest też sprzeczne z drugim ograniczeniem zasady swobody umów z art. 353 k.c., tj. z zasadami współżycia społecznego (zasadą uczciwości i lojalności kupieckiej oraz zasadą sprawiedliwości)”.

Nigdy nie byłam w Lublinie, naprawdę, ale skoro orzekają tam tak fajnie, to może w końcu się wybiorę.

Byłam natomiast w Gdańsku, Łodzi i Warszawie, w których orzecznictwie sądowym również znajdziemy konkretne uzasadnienie do negocjacji takich zapisów umownych ?

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Gdańsku z dnia 05.11.2015 r. sygn. akt I ACa 511/15,

Strony mogą dowolnie w umowie kształtować termin płatności i uzależniać wymagalność od rozmaitych zdarzeń mających mieć miejsce w przyszłości, ale musi to być zdarzenie przyszłe i pewne. Nie można natomiast uznać, aby ważne (art. 58 § 3 k.c.) było zastrzeżenie uzależniające spełnienie świadczenia pieniężnego za wykonane zobowiązanie od zachowania osoby trzeciej, gdyż w takiej sytuacji można mówić jedynie o zdarzeniu przyszłym i niepewnym, co naruszałoby zasadę ekwiwalentności świadczeń w umowie wzajemnej”.

Co może zrobić wykonawca?

Wykonawco, jeśli z obawy o płynność finansową wpisujesz w swój projekt umowy o roboty takie ograniczenia zapłaty wynagrodzenia, musisz się liczyć z tym, że sąd przyzna rację podwykonawcy i uzna je za nieważne. Jak on ma bowiem – nawet naprawdę mocno zmotywowany –  wpłynąć na inwestora, aby zwrócił Twoje wynagrodzenie?

Chcąc się zabezpieczyć, można w umowie przewidzieć inne, bezpieczniejsze mechanizmy.

Ewa Miszczyk-Wróbel
radca prawny

***

Monitoring na placu budowy – zgodny z prawem?

Z placu budowy od dłuższego czasu giną narzędzia i materiały. Monitoring na budowie pomoże, myślisz. I robisz co możesz – instalujesz kamery, oznaczasz je, informujesz pracowników i spełniasz tzw. obowiązek informacyjny z RODO. Ale wciąż nie wiesz, kto okrada twoją spółkę budowlaną.

Zainstalowanie ukrytego monitoringu wizyjnego mogłoby pomóc znaleźć sprawcę, prawda? Ale jakie to będzie miało konsekwencje? … [Czytaj dalej…]

***

Inne ważne artykuły, które zdecydowanie warto przeczytać:

Jaka odpowiedzialność za użytkowanie obiektu w sposób niezgodny z przepisami?

Umowa deweloperska

Odpowiedzialność inwestora

***

PS. Mojego podcastu możesz też słuchać na YouTube:

Pewnego razu na spotkaniu roboczym usłyszałam „Termin goni, nie ma ludzi, może zatrudnijmy na szybko Ukraińców.” To „na szybko” wywołało moje dreszcze z dwóch powodów. Po pierwsze kwalifikacje. Źle wykonane roboty to konkretne ryzyko finansowe dla spółki budowlanej. Po drugie ludzie. Skąd na szybko ich wyczarować? I tu z pomocą przychodzą agencje zatrudnienia*.

Znasz to, prawda? Pora schodzić z budowy, a tyle rzeczy jeszcze do zrobienia. Nie warto jednak wtedy odpuszczać i szukać ludzi do wykonania konkretnego zadania „na szybko”. Należy z nimi zawierać umowy cywilne jedynie w sytuacji, kiedy jest pewność, że legalnie przebywają na terenie Polski. W przeciwnym wypadku w przypadku kontroli wejdzie w grę prawne domniemanie, iż łączy ich ze spółką stosunek pracy i to od trzech miesięcy. Nawet jeśli ich zadaniem miało być jedynie posprzątanie w kilka dni frontu robót po zakończonych pracach. A to już niesie za sobą poważne konsekwencje.

Co się stanie, jeśli twój zleceniobiorca z Ukrainy nie będzie miał legalnego pobytu w Polsce?

Kwestię tę reguluje art. 4 ust. 2 ustawy o skutkach powierzania wykonywania pracy cudzoziemcom przebywającym wbrew przepisom na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Zgodnie z jego treścią, przy dochodzeniu zaległego wynagrodzenia domniemywa się istnienie stosunku pracy przez okres trzech miesięcy. Powyższą zasadę stosuje się odpowiednio w przypadku orzekania o istnieniu stosunku pracy. Mamy wówczas do czynienia z domniemaniem uzgodnionego wynagrodzenia w wysokości trzykrotnego minimalnego wynagrodzenia. Chyba że spółka budowlana lub obywatel Ukrainy dowiodą innego okresu zatrudnienia lub innej wysokości wynagrodzenia.

Jak nic wynika z tego, iż prawa pracownicze cudzoziemca przebywającego nielegalnie na terytorium Polski są zabezpieczone lepiej niż prawa pracownicze obywatela Polski. Wiem, szalone twierdzenie, ale przebadałam to i tak to właśnie wygląda. Jak wiadomo bowiem, art. 22 § 11 k.p. wskazujący, co składa się na pojęcie stosunku pracy, nadal nie ustanawia takiego domniemania istnienia stosunku pracy. Wielokrotnie potwierdzał to Sąd Najwyższy, np. w wyroku z dnia 8.2.2017 r.:

„art. 22 § 11 k.p. nie stwarza domniemania prawnego zawarcia umowy o pracę i nie wyłącza możliwości ustalenia rodzaju zawartej umowy poprzez wykładnię oświadczeń woli wedle kryteriów z art. 65 k.c. Jest dopuszczalne decydowanie o podstawie zatrudnienia przez same zainteresowane strony. Nie można również wykluczyć, o ile nie sprzeciwiają się temu inne okoliczności (art. 353 k.c. w zw. z art. 300 k.p.), wykonywanie tych samych lub podobnych obowiązków zarówno w ramach zatrudnienia pracowniczego lub cywilnoprawnego. Decydujące znaczenie może mieć więc wola stron”.

Jakiś czas temu w Monitorze Prawa Pracy Wydawnictwa C.H. Beck ukazał się na ten temat artykuł mojego współautorstwa pt. „Domniemanie istnienia stosunku pracy a uprzywilejowanie nielegalnie zatrudnionych cudzoziemców w świetle konstytucyjnej zasady równości i zakazu dyskryminacji w prawie pracy”. Znajdziesz go tutaj. A tutaj znajdziesz ciekawą recenzję tego artykułu jaka ukazała się w Rzeczypospolitej w marcu tego roku, autorstwa adwokata Michała Tomczaka.

* bezpieczeństwo spółki budowlanej gwarantuje jedynie współpraca z renomowaną agencją zatrudnienia. O tym, jak ją zweryfikować, napiszę następnym razem.

Czy wiesz, że podjeżdżając codziennie pod swój dom możesz korzystać ze zjazdu z drogi publicznej, a jednocześnie usłyszeć od sądu, że twój zjazd „nie istnieje”? To jest zabawne tylko na pierwszy rzut oka. Brak takiej świadomości może cię sporo kosztować.

Remont drogi publicznej zwykle wszystkich wprawia w dobry nastrój ? Oczywiście poza chwilową irytacją. A to z powodu objazdów, korków, czasu trwania robót, kurzu lub błota na przemian etc. Po zakończeniu prac jest jednak pięknie. W szczególności zarządca drogi publicznej wyremontował twój – od lat zniszczony – zjazd i to na swój koszt. Tak przynajmniej stanowi art. 29 ust. 2 ustawy o drogach publicznych:

„W przypadku budowy lub przebudowy drogi budowa lub przebudowa zjazdów dotychczas istniejących należy do zarządcy drogi.”

Sielanka, prawda? Jednak nie dla wszystkich.

Otóż jak się okazuje, sądy rozumieją „istniejące zjazdy” jako zjazdy, które zostały wybudowane zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa. Czyli takie „z papierami”, a nie te faktycznie istniejące. Jeśli twój dom jest w miarę nowy, to z dużym prawdopodobieństwem problem cię nie dotyczy. Deweloper z pewnością dopełnił wszystkich formalności. Jeśli jednak mieszkasz w starym domu i nikt na trzy pokolenia wstecz nie wie, czy są jakieś „papiery” na zjazd, to kiepsko. Z dużym prawdopodobieństwem korzystasz ze zjazdu faktycznie istniejącego, który nie ma historii prawnej.

Jeśli więc dotrą do Ciebie wieści, że droga publiczna ma być remontowana, koniecznie sprawdź czy twój zjazd istnieje w sensie prawnym. Jeśli nie, może należałoby zalegalizować jego budowę? O samowoli budowlanej możesz poczytać tutaj. W przeciwnym razie może się okazać, że zarządca drogi nie wyremontuje twojego zjazdu na swój koszt.